Sezon na grzyby w pełni. Nie wyobrażam sobie roku, bez zapasu grzybków marynowanych w occie.
Składniki:
dowolne grzyby -u mnie młode podgrzybki
1 szklanka octu 10%
3 szklanki wody+ woda do gotowania grzybów
3 łyżki soli do obgotowania grzybów
4 łyżki cukru
kilka małych cebulek, lub większa pokrojona w ćwiartki
ziele angielskie
liście laurowe
pieprz w ziarenkach
1 łyżka gorczycy
Grzyby dokładnie czyścimy, obieramy. Większe kroimy na kawałki. Płuczemy szybko ale dokładnie w zimnej wodzie. Oczyszczone i umyte grzyby wrzucamy do garnka z wrzącą, osoloną wodą i chwilę obgotowujemy. Czas gotowania zależy od rodzaju użytych grzybów. W przypadku podgrzybków wystarczy 5 minut. Jeśli będą to grzyby blaszkowe, czas trzeba wydłużyć nawet do 10 minut. Obgotowane grzyby odcedzamy, przelewamy zimną wodą i przekładamy do przygotowanych uprzednio słoiczków.
Z wody, cukru, przypraw (liść laurowy, gorczyca, ziele angielskie, pieprz czarny) zagotowujemy zalewę. Gotujemy kilka minut po czym dodajemy ocet i wrzucamy obraną, pokrojoną w kawałki cebulkę. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez minutę. Gorącą zalewą zalewamy grzyby w słoikach, starając się, aby w każdym znalazły się przyprawy i cebulka. Zakręcamy. Pasteryzujemy 20 minut.
Domowyocet jabłkowy, bądź gruszkowy- podaję oba przepisy w jednym, gdyż proces powstawania octu jest identyczny, niezależnie od tego jakich owoców użyjemy. Ocet możemy przygotować z kawałków owoców, lub też z samych skórek. Ja użyłam całych kawałków jabłek do octu jabłkowego, natomiast ocet gruszkowy przygotowałam z samych skórek. (Jabłek mam w sadzie o wiele więcej niż gruszek). Proces powstawania octu, podobnie jak proces powstawania wina jest dość długi. Zajmie nam około 4-6 tygodni. Ważne aby owoce użyte do robienia octu były zdrowe, niepoobijane, najlepiej rwane proste z drzewa.
Składniki: (podane w proporcji na 1 kg – ilość dostosowujemy do ilości posiadanych owoców)
1 kg jabłek/ skórek jabłkowych lub 1 kg gruszek/ skórek gruszkowych
1 litr ostudzonej, przegotowanej wody
5 łyżek miodu naturalnego
Jabłka myjemy, ale nie szorujemy ich zbytnio 😉 , moja babcia powtarzała zawsze przy robieniu octu, że owoce mają być czyste, ale nie pozbawione swojego naturalnego, woskowego nalotu. Jabłka kroimy w cząstki, usuwamy szypułki i ogonki (nie ma potrzeby usuwania gniazd nasiennych ) i wrzucamy do dużego, szklanego naczynia, w którym będzie dojrzewał nastaw. Jeśli przygotowujemy ocet z samych skórek, owoce myjemy i obieramy, w słoju umieszczając owocowe obierki. Słój napełniamy tak, aby od góry pozostawić około 1/4 wolnej przestrzeni. Ułatwi nam to w późniejszym etapie mieszanie owoców. UWAGA! Nastaw mieszamy wyłącznie drewnianą łyżką.
Do przegotowanej, przestudzonej wody dodajemy miód. Ważne aby woda nie była gorąca (nie może mieć więcej niż 40 stopni) aby miód nie stracił swoich właściwości. Mieszamy do czasu całkowitego rozpuszczenia się miodu. Tak przygotowanym syropem miodowym zalewamy owoce. Naczynie przykrywamy gazą lub czystą ściereczką kuchenną i zabezpieczamy gumką bądź sznurkiem. Nastaw musi zostać zabezpieczony przed wszędobylskimi latem muszkami owocówkami. Odstawiamy w ciepłe miejsce na okres około 4-6 tygodni.
Przez pierwszy tydzień tworzenia nastawu owoce mieszamy kilka razy dziennie, jak już wspominałam drewnianą łyżką. Pilnujemy aby owoce nie wystawały ponad poziom wody, inaczej zaczną się psuć. (W razie potrzeby można je z góry czymś dociążyć, podobnie jak robimy to z ogórkami kiszonymi w glinianym naczyniu czy beczce. Jest to czas fermentacji alkoholowej. Powstająca u góry naczynia piana jest procesem normalnym. Po upływie około tygodnia czasu proces fermentacji powinien się zatrzymać. Nastaw zacznie zmieniać kolor, a część owoców opadnie na dno naczynia. Od tego momentu nie mieszamy już nastawu. Na powierzchni powinna powstać biała, galaretowata warstwa. Jest to tak zwana matka octowa niezbędna do prawidłowego przebiegu procesu fermentacji octowej. Nie wolno jej usuwać!
Po upływie 4-6 tygodni (wszystko zależy od warunków panujących w pomieszczeniu gdzie przetrzymujemy ocet- wilgotności, temperatury) kończy się proces fermentacji octowej. Słoje odkrywamy, zdejmujemy warstwę matki octowej. Jeśli planujemy robić kolejną porcję octu warto ją zachować i dodać do nowego nastawu, znacznie przyspieszy ona proces fermentacji. Zlewamy nastaw najlepiej do dużych, zakręcanych słoi, odcedzając owoce przez gazę. Słoje zakręcamy i odstawiamy w chłodne, ciemne miejsce na kolejne 4 tygodnie. Jest to czas dojrzewania octu. Owocową pulpę wyrzucamy.Na tym etapie nasz ocet jest mętny.
Przez 4 tygodnie w słojach wytrąci się osad a ocet zacznie się klarować. Na wierzchu pojawiać się będzie matka octowa, którą co jakiś czas trzeba delikatnie zebrać. Po upływie miesiąca jeśli ocet pachnie i smakuje już jak ocet (nie może być w nim wyczuwalnego posmaku wina) przy pomocy lejka i gazy rozlewamy go do butelek. Będzie on jeszcze lekko mętny, ale dalszy proces klarowania będzie już przebiegał w butelkach.
Żurawina dobrze czuje się w towarzystwie gruszki. Traci wówczas swoją cierpkość i nabiera łagodności. Idealnie nadaje się do mięs, wędlin, pasztetów, jak i do samodzielnego spożycia.
Składniki:
0,5 kilograma gruszek
1 kg żurawiny
0,5 kg cukru
sok z 1/2 cytryny
Żurawinę myjemy, przesypujemy do garnka, dodajemy odrobinę wody i podgrzewamy do momentu, aż żurawinowe kulki zaczną pękać. Gruszki obieramy, pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy w niewielkie kawałki. Dodajemy do żurawiny. Skrapiamy sokiem cytrynowym. Wsypujemy cukier i dusimy około godziny na bardzo małym ogniu często mieszając.
Gorącą konfiturę przekładamy do słoiczków. Dokładnie wycieramy brzegi słoiczków. Zakręcamy, w razie potrzeby pasteryzujemy.
Domowa pasta bulionowa z powodzeniem zastąpi sklepowe bulionetki czy kostki rosołowe. Znakomicie poprawi smak wielu potraw, zarówno zup, ale także, sosów czy pieczonych mięs.
Składniki:
2 pęczki marchewki
1 średni por- biała i zielona część
1 średni seler z nacią lub 2 małe
1 pęczek pietruszki z nacią
1 główka czosnku
2 cebule
pęczek lubczyku
6 łyżek soli
5 liści laurowych
10 ziaren ziela angielskiego
1 łyżeczka czarnego mielonego pieprzu
1/2 łyżeczki kurkumy
1 litr wody
Marchew, pietruszkę, seler, por myjemy, obieramy i kroimy w większe kawałki (mniejsze sztuki pozostawiamy w całości podobnie jak do rosołu). Cebulę opalamy nad gazem lub na suchej patelni. Nać selera, pietruszki i lubczyk grubo siekamy. Obieramy czosnek. Tak przygotowane warzywa, wrzucamy do dużego garnka. Zalewamy wodą. Dodajemy liście laurowe, ziele angielskie, sól. Gotujemy co najmniej godzinę do całkowitej miękkości warzyw. Po tym czasie warzywa blendujemy na gładką masę. Wsypujemy pieprz oraz kurkumę. Gotujemy kolejną godzinę aż pasta odparuje i zacznie przypominać gęsty krem. Gorącą pastę bulionową przekładamy do czystych słoiczków. Zakręcamy i pasteryzujemy 20-30 minut.
15-20 sztuk małych czerwonych papryczek- najlepsze będą czereśniowe, ale jeśli ich nie mamy z powodzeniem nada się inny gatunek, pod warunkiem, że papryczki będą małe.
150 g sera feta
50 g sera białego
mała główka czosnku
pieprz grubo mielony
zioła prowansalskie
tymianek
olej dobrego gatunku
woda do sparzenia papryczek
Z umytych papryk delikatnie wyciąć ogonek wraz z gniazdem nasiennym. Pozbyć się wszystkich pestek. Zagotować wodę, po czym na kilka minut zanurzać we wrzątku oczyszczone papryczki. Przestudzić.
Oba sery rozetrzeć w miseczce na gładką masę, dokładnie ze sobą wymieszać przyprawiając grubo mielonym pieprzem. Tak przygotowanym serem delikatnie nadziać papryczki. Farsz nakładać łyżeczką delikatnie upychając, tak aby wypełnił całe papryczki, ale aby ich nie uszkodzić.
Gotowe papryczki przełożyć do wyparzonych słoików , dość ciasno, uzupełniając przestrzenie między nimi obranymi ząbkami czosnku. Do każdego słoika dosypać zioła wedle uznania w ilości w jakiej lubimy. W garnku rozgrzać oliwę. Gorącą oliwą zalać przygotowane papryki. Słoiki zakręcić. Odstawić na minimum 2-3 dni.
Gdy za oknem wreszcie zawitała wiosna pora obudzić się z zimowego letargu 😉 Zanim rozpoczniemy słoiczkowe szaleństwo, „na rozgrzewkę” proponuję domowy paprykarz w słoiczkach.
Składniki:
2 duże wędzone makrele
200 g ryżu (2 torebki) białego lub ciemnego wedle uznania
2 duże marchewki
2 średnie cebule
2 ząbki czosnku
słoiczek koncentratu pomidorowego
2 łyżeczki papryki słodkiej
płaska łyżeczka papryki ostrej
sól, pieprz, cukier do smaku
olej, woda do duszenia
Ryż gotujemy w osolonej wodzie i pozostawiamy do ostygnięcia. Marchew obieramy i ścieramy na tarce jarzynowej o dużych oczkach. Cebulkę i czosnek drobno siekamy. Makrelę czyścimy ze skóry i ości, rozdrabniamy na małe kawałki.
Na rozgrzanej patelni, na oleju podsmażamy cebulkę i czosnek, lekko osolone i pocukrzone. Gdy cebula się zeszkli, dodajemy startą marchew, podlewamy wodą i dusimy do miękkości około 10-15 minut. Gdy warzywa zmiękną dodajemy ostrą i słodką paprykę, oraz koncentrat pomidorowy. Dusimy jeszcze chwilę. Pozostawiamy do ostygnięcia.
Zimne warzywa mieszamy z przestudzonym ryżem i rozdrobnioną rybą. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Dokładnie wyrabiamy. Gotowy paprykarz przekładamy do umytych i wyparzonych słoiczków. Pasteryzujemy około godziny. Odstawiamy słoiczki do góry dnem pozostawiając je tak do wystygnięcia.